Ważne – Bardzo długi list z Australii

Wybory prezydenckie – ostatnia szansa

W Polsce trwa zacięta walka o zachowanie stołków przez sfery nadal sprawujące władzę. Właściwie uznać można, iż jest to walka o wszystko – o zachowanie stanowisk, dużych pieniędzy, ogromnych wpływów wśród możnych tego świata nie tylko w kraju, ale i za granicą, a przede wszystkim walka o własną przyszłość. Nie jest to bowiem dla bardzo wielu przyszłość ciekawa i dla niektórych może skończyć się po prostu za kratkami.

W Polsce trwa wciąż przy władzy sitwa ludzi zdolnych do każdej podłości, ludzi, którzy bez żadnych ograniczeń kradną społeczne pieniądze, za bezcen wyprzedając zakłady przemysłowe i narodowy majątek.

W Polsce wciąż pozwala się na upadek szkolnictwa, służby zdrowia, sądownictwa i prokuratury, mediów. W Polsce wprowadzono politykę obierania ludziom ich historii, wiary w od wieków uznawane wartości, religię i kulturę.

W Polsce przestano się liczyć z opinią o naszym kraju wśród innych państw, zaniechano troski o obronność państwa i jego suwerenność.

To tylko kilka z dziejących się w naszej Ojczyźnie skandali. Są one permanentnie przeprowadzane przez rządzącą, „jedynie słuszną partię” – Platformę Obywatelską”, zwaną często „Platformą Oszustów” – PO. To przedstawiciele i działacze tej partii są autorami niezliczonych już afer, których wyjaśnienia zawsze są zamiatane pod dywan, i których główni sprawcy nigdy nie byli osądzeni czy choćby wykluczeni z życia publicznego na zawsze, na co z pewnością zasługują.

Głównym protegowanym i podnoszonym pod niebiosa kandydatem tej właśnie partii w zbliżających się wyborach prezydenckich, jest Bronisław Komorowski. Ten sam, który po nieudanym zamachu na prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w Gruzji, z zawodem stwierdził: …”jaki prezydent, taki zamach, bo z 30 metrów nie trafić w samochód to trzeba ślepego snajpera”… Ten sam, który w kilka miesięcy po Tragedii Smoleńskiej, największej tragedii państwa polskiego od czasu II wojny światowej, pytany o tę wypowiedź w wywiadzie prasowym powiedział: „żałuję, że nie powiedziałem tego mocniej”… Tak mówi Polak-katolik?

Dziś ten człowiek, podobno katolik, uczestnicząc w podniosłych Mszach św. z udziałem tysięcy polskich patriotów, po prostu usypia. Śpi sobie w najlepsze jak znudzony staruszek. Czy tak postępuje prezydent Rzeczpospolitej? Podobnie zachowuje się małżonka prezydenta, Pierwsza Dama, która przed kilkoma dniami, podczas uroczystej Mszy św. w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej, w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie, również spała podczas nabożeństwa. Czy ci ludzie, przedstawiciele najwyższych władz Rzeczypospolitej idą do kościoła, aby się wyspać? Czy nie kompromitują Polski i Polaków? Są na to dowody, zdjęcia, które choć nie będą pokazywane ani w polskiej telewizji, ani w Telewizji Polonia, jednak poprzez internet obiegają cały świat.

Już wkrótce Polacy w kraju i na świecie przystąpią do wyboru prezydenta, osoby, która powinna zająć ten najwyższy urząd w państwie. Warto jednak przypomnieć, co podnosi wielu prawników i konstytucjonalistów, że Bronisław Komorowski przejął obowiązki prezydenta w dniu 10 kwietnia 2010 roku, nie dysponując dokumentem stwierdzającym śmierć Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Na pewno nie był to kategorycznie wymagany w takich sytuacjach akt zgonu, poprzedzony identyfikacją ciała tragicznie zmarłego prezydenta.

Warto też prześledzić w jaki sposób dotychczasowy prezydent Bronisław Komorowski pełnił powierzone mu przez naród funkcje. Poniżej tylko kilka przykładów dostępnych w źródłach internetowych.

I tak, artykuł 133. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stanowi, iż prezydent Rzeczypospolitej jest reprezentantem państwa w stosunkach zewnętrznych. Oto jak Bronisław Komorowski reprezentował naród polski i polskie państwo: /wszystkie cytaty pochodzą z pl.m.wikiquote.org/

– w lutym br. w Japonii podczas wizyty w sali Izby Reprezentantów japońskiego Zgromadzenia Narodowego, prezydent RP Bronisław Komorowski wszedł butami na fotel speekera i do towarzyszącego mu z ramienia Biura Bezpieczeństwa Narodowego, generała Stanisława Kozieja, zachęcając go do zrobienia fotografii, głośno wołał „chodź, szogunie”.

– w maju 2014. pogrzebie Wojciecha Jaruzelskiego, w doborowym towarzystwie wielu byłych funkcjonariuszy UB i SB stwierdził: …”żegnam zasłużonego żołnierza frontowego, który dał dowody męstwa i poświęcenia dla ojczyzny”… i zacytował śpiewaną w czasie wojny pieśń, „Śpij kolego w ciemnym grobie, niech się Polska przyśni Tobie”. Trzeba tu zaznaczyć, że w 2006 roku Katowicki IPN oskarżył Wojciecha Jaruzelskiego o kierowanie zbrojnym związkiem przestępczym, który bezprawnie przygotowywał i wprowadził w Polsce 13 grudnia 1981 stan wojenny oraz stał pod zarzutem kierowania masakrą robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970. Jaruzelski nie stawiał się na rozprawy z powodu stanu zdrowia. Po śmierci generała, Sąd Okręgowy w Warszawie umorzył wszystkie akty oskarżenia skierowane przeciwko Jaruzelskiemu.

– Bronisław Komorowski, historyk z wyższym wykształceniem, prezydent Polski, we wpisie do księgi kondolencyjnej w Ambasadzie Japonii po trzęsieniu ziemi w maju 2010 roku napisał ..:”jednoczymy się w imieniu całej Polski z narodem Japoni w bulu i nadzieji”… /pisownia oryginalna/ Dla niezorientowanych – „ból” piszemy przez „ó”, a wyraz „nadzieja” w miejscowniku powinien brzmieć „nadziei”. Nawiasem mówiąc obecny prezydent od tego czasu często określany jest mianem: „Bronisław Bul Komorowski”.

– również w maju 2010, w komentarzu podczas wizyty w dotkniętym powodzią Kaniowie k. Bielska-Białej, ku zdumieniu zrozpaczonych powodzian stwierdził na pocieszenie: …”W zeszłym roku powódź, w tym roku powódź, więc pewnie ludzie są już oswojeni”…

Jaką wiedzę posiada urzędujący prezydent Polski, który podczas przemówienia na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego myli imię patrona uczelni, nazywając ją dwukrotnie Uniwersytetem Karola Wyszyńskiego i w tym samym przemówieniu ma problemy z odmianą słów, bo zamiast „lat akademickich” mówi „roków akademickich”?

– 3 maja 2010 roku polski prezydent na temat katastrofy pod Smoleńskiem powiedział: …”Państwo polskie w obliczu dramatu katastrofy pod Smoleńskiem i jej skutków zdało egzamin. Trzeba dzisiaj wszystkim obywatelom państwa polskiego powiedzieć, że razem zdaliśmy ten trudny egzamin i mamy prawo być dumni ze współczesnego państwa polskiego”… Pytanie, jak w świetle tego wyglądają wszystkie działania państwa i prezydenta z minionych pięciu lat, związane z wyjaśnianiem katastrofy? Jak możliwe jest, wobec tylu niejasności i zastrzeżeń, aby prezydent na żądanie powołania międzynarodowej komisji do wyjaśnienia przyczyn Tragedii Smoleńskiej twierdził, jak zrobił to podczas ostatnich uroczystości rocznicowych, że byłoby to „niestosowne i absurdalne”, a „wrak samolotu niekoniecznie jest Polsce potrzebny”? Czy ten prezydent reprezentuje Polskę i Polaków?

Do tej pory pokazywane jest przez niezależne źródła zdjęcie z wojskowego lotniska, kiedy to w dniu 17 kwietnia 2010 roku Bronisław Komorowski rechotał wraz z Tuskiem, w czasie przylotu trumien z ciałami Izabeli Jarugi-Nowackiej, Przemysława Gosiewskiego i 7-miu innych osób poległych w drodze do Smoleńska. Każdy może to zobaczyć w internecie.

Po wielu napastliwych, aroganckich i niegodnych wcześniejszych wypowiedziach obecnego prezydenta w stosunku do opozycji i jej przywódców, w czerwcu 2010 roku poseł Janusz Palikot, z którym Bronisław Komorowski jest po imieniu, powiedział: „Bronisław Komorowski pójdzie na polowanie na wilki, zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż”…

Od tego czasu, od kilku tygodni po Tragedii Smoleńskiej trwa bezustanny, zaciekły atak na największą partię opozycyjną jaka w każdym demokratycznym państwie na świecie nie tylko ma pawo, ale i obowiązek śledzić działania rządzących i dążyć do zmiany rządu, jeśli działa on wbrew racjom narodowym. Ma prawo i obowiązek dążyć również do zmiany prezydenta, jeśli pełni on swoją funkcję w sposób ośmieszający kraj i naród w oczach świata.

Świat nie zna sytuacji, żeby jakiś kraj po katastrofie samolotu, w której ginie elita państwa oddać całe śledztwo w obce ręce. Na dodatek, aby tak kręcić, mataczyć i jednocześnie atakować wszystkich, którzy domagają się prawdy, nazywać ich „oszołomami”, bezustannie napuszczać jednych na drugich, bez najmniejszej woli pojednania zwaśnionych stron. Bo choć prezydent Komorowski wciąż zachęca do bezprzedmiotowego uśmiechu, popierając hasło „Polacy, nic się nie stało”, jednak nigdy nie podjął konkretnego działania w sprawie zniesienia wojny polsko-polskiej, a przeciwnie.

A oto inne przykłady z prezydenckiej działalności w minionej kadencji. To właśnie prezydent Komorowski jest tym, który 2 maja 2013 w Święto Flagi zmienił barwy flagi państwowej i ogłosił dzień polskiej flagi w kolorze – różowym. Tego dnia, na prowadzonym przez niego pochodzie nie było biało-czerwonych flag. Prezydent RP, Bronisław Komorowski jest również tym, który był inicjatorem budowy i odsłonięcia w Ossowie pomnika dla uczczenia Sowieckiej Armii.

Znane są jego rubaszne zachowania kiedy podczas wizyty pary królewskiej ze Szwecji, złapał kieliszek z szampanem królowej, która musiała prosić męża, aby udostępnił jej swój, czy wówczas, gdy po spotkaniu przywódców państw Trójkąta Wajmarskiego w Warszawie, podczas ulwy sam niósł nad sobą parasol, kiedy obok szła kanclerz Niemiec Angela Merkel i kiedy to pozwolił moknąć na deszczu prezydentowi Francji Nickolasowi Sarkozy’emu. Nie wykazał się też manierami godnymi prezydenta kiedy zaprosił do saloniku Pałacu w Wilanowie gości i pierwszy zasiadł w fotelu, czym wprawił w prawdziwe zakłopotanie Merkel i Sarkozy’ego. Nie mówiąc już o wyjątkowo żenującym zachowaniu prezydenta Komorowskiego, kiedy to podczas wizyty, idąc wraz z oficjalną delegacją po Starym Rynku w Poznaniu, mówił do zgromadzonych wokół ludzi i dziennikarzy, jednocześnie….zapinając rozporek. Video ilustrujące to zachowanie obiegło cały świat i nadal jest dostępne w internecie.

To polski prezydent – Bronisław Komorowski podczas wizyty w Danii „kaszalotami” nazwał kobiety pracujące w tym kraju na statkach marynarki wojennej /słowo to używane jest w slangu i oznacza grube, brzydkie kobiety/

Warto zapytać, kim właściwie jest i skąd wziął się człowiek, który chce być nadal głową państwa. Otóż, jak podaje redaktor S.Janecki w nowym wydaniu tygodnika „w Sieci”, w życiorysie obecnego prezydenta jest wiele spraw ukrytych, nigdy nie wyjaśnianych. Białą plamą w życiorysie Bronisława Komorowskiego jest fakt, że w 1991 roku wpłacił on do parabanku, tzw. Banku Palucha olbrzymią jak na tamte czasy sumę 260 tysięcy niemieckich marek, czyli ówczesną równowartość około 750 przeciętnych miesięcznych pensji Polaka. Oznacza to, że przeciętny Polak musiałby na taką kwotę pracować 62 lata. Polacy mają prawo wiedzieć skąd Bronisław Komorowski, ówczesny wiceminister obrony wziął tak ogromną sumę i na co ją przeznaczył.

Prezydent Bronisław Komorowski bardzo dba o własną wygodę i nie szczędzi wydatków ze społecznych pieniędzy Polaków na zapewnienie sobie dostatniego życia. Jak podaje Naczelna Izba Kontroli, Kancelaria Prezydenta zatrudnia 400 osób, doradców, ministrów i pracowników obsługi, a prezydent Komorowski jest trzecim najdroższym w utrzymaniu europejskim przywódcą. W tegorocznym budżecie zostało zarezerwowanych na wydatki Kancelarii Prezydenta RP aż 168 milionów złotych. Te same źródła podają, że wcześniej Bronisław Komorowski ze swoją świtą wydawał jeszcze więcej. Tak urzędujący prezydent dba o siebie. Natomiast jak dba o innych? Jak dba o obywateli?

O zachowaniach „proobywatelskich” prezydenta Komorowskiego nie świadczy przecież zupełne zignorowanie ponad 2,5 miliona podpisów zebranych przez związki zawodowe pod wnioskiem o referendum w sprawie wydłużenia wieku emerytalnego do 67 lat, ponad 2 milionów podpisów w sprawie referendum o ochronie lasów państwowych, czy ponad 1 miliona podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie obligatoryjnego pójścia 6-latków do szkoły. Pan prezydent nigdy nie spotkał się z inicjatorami tych przedsięwzięć, nie zachęcił PO, partii, z której się wywodzi, gdyż był jej wiceprzewodniczącym, do przeprowadzenia jakichkolwiek konsultacji społecznych w wyżej wymienionych sprawach. Nie mówiąc już o zajęciu stanowiska, w sprawie kontrowersyjnej ustawy „genderowej”, czy „in vitro”.

Jak się dowiadujemy, pomimo licznych protestów i apeli ze strony Polaków w kraju i za granicą ze strony organizacji broniących życia i rodziny, prezydent Komorowski podpisał właśnie 13 kwietnia br. ratyfikację tzw. „konwencji antyprzemocowej” twierdząc, że jej niepodpisanie byłoby „hańbą międzynarodową”. Trzeba pamiętać, że w w tej konwencji są zapisy niezwykle groźne, które zmieniają definicję płci – pojawia się w niej pojęcie „płci społeczno-kulturowej” mówiące, że nie jest istotne dla naszej płci jakie mamy geny, lecz każdy kto chce być kobietą lub mężczyzną, może się prawnie domagać tego od władz Polski. Będzie więc można swoją płeć zmieniać w sposób dowolny, w zależności od chęci, czy panującej mody. Takie postawienie sprawy doprowadzić może w prostej linii do wymuszenia zmian społecznych niszczących małżeństwo, rodzinę, wychowanie dzieci i tradycyjny światopogląd Polaków. Ponadto w konwencji wyraźnie mówi się, że tradycja, kultura i religia są źródłem przemocy. W ten sposób prezydent Komorowski choć z jednaj strony deklaruje się jako katolik, jednocześnie podpisuje dokument, który w jaskrawy sposób uderza w instytucję rodziny. Podpisuje go pomimo, że jak podają prawnicy, dokument ten jest niezgodny z Konstytucją. Podpis złożony przez prezydenta w gorącym okresie tuż przed wyborami ma na celu nic innego jak przyciągnięcie na swoją stronę lewicowego elektoratu, wyznawców modnej ideologii „gender” i wszystkie siły „postępowe”.

I jeszcze jedno. Znana jest szeroko podjęta przez środowiska opozycyjne i nadal prowadzona społeczna akcja w obronie lasów państowych, pod hasłem „Ratujmy lasy”. Okazało się bowiem, że 18 grudnia ubiegłego roku w nocy na sesji plenarnej Sejmu chciano przegłosować zmianę Konstytucji RP umożliwiającą sprzedaż polskich lasów. To prawie 30 procent terytorium Polski. Pojekt ten nie przeszedł tylko pięcioma głosami, ale z pewnością wróci. Otóż, to właśnie Bronisław Komorowski planował sprzedać polskie lasy i obiecał Amerkanom, że za uzyskane w ten sposób pieniądze Polska będzie mogła uregulować roszczenia środowisk żydowskich za utracone przed laty w Polsce mienie. Pieniądze ze sprzedaży polskich lasów miały być przeznaczone na te odszkodowania. Sprawa została dokładnie opisana w amerykańskich notach dyplomatycznych, które wyciekły za pośrednictwem WikiLeaks, oraz w styczniowym numerze tygodnika „wSieci”. Pytany o tę sprawę prezydent, nie odpowiada.

Podobnie jak nie odpowiada konkretnie na pytania sądu o swoje wcześniejsze powiązania z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi /WSI/ zakrywając się niepamiecią, zaś samo rozwiązanie tej organizacji służącej wyłącznie interesom sowieckiego okupanta Polski, nazwał niedawno „zbrodnią i hańbą”. Podobnie było podczas przesłuchań tzw. „aferze marszałkowej” w grudniu 2014. Wówczas również prezydent – historyk na większość pytań udzielił odpowiedzi „nie pamiętam”. Taki to historyk zapominalski.

Obecnie urzędujący prezydent Bronisław Komorowski ma ostatnio często na ustach hasło: „Zgoda i bezpieczeństwo”. Jednak w sytuacji ciągłej utraty poparcia, na co wskazują sondaże przedwyborcze, można zadać pytanie o czyje bezpieczeństwo tu chodzi? I jak o zgodę walczył Bronisław Komorowski zezwalając łobuzom na beszczeszczenie Krzyża na Krakowskim Przedmieściu, wprost pod pałacem, w którym urzęduje, na oblewanie moczem kwiatów i zniczy składanych tam po Tragedii Smoleńskiej, na natychmiastowe ich sprzątanie, jeszcze zanim przestawały płonąć?

O jaką więc zgodę chodzi? Czy o zgodę na smoleńskie matactwa, poniżenia polskich pilotów, upokarzanie rodzin ofiar, na wszechogarniającą korupcję, na jawne fałszowanie wyborów, jak to miało miejsce ostatnio? Domaganie się przez opozycję normalnej, demokratycznej procedury, czyli analizy głosów nieważnych oddanych w ostatnich wyborach do samorządów, pan prezydent Komorowski nazwał natychmiast „odmętami szaleństwa”, choć wiadomo jest, że na 14 milionów wszystkich oddanych głosów, ponad 5 milionów było głosów nieważnych. Prezydent nie tylko nie chciał znać przyczyn tego stanu rzeczy, ale zareagował grzmiąc jak powyżej.

Można raz jeszcze zapytać – o czyje bezpieczeństwo w prezydenckich górnolotnych hasłach chodzi? Kto jak nie Bronisław Komorowski doprowadził do zagrożenia bezpieczeństwa państwa polskiego i narodu, w sytuacji kiedy tuż za naszą granicą toczy się wojna? Będąc przez szereg lat ministrem obrony narodowej, a obecnie najwyższym zwierzchnikiem polskich sił zbrojnych doprowadził do sytuacji, kiedy to stopień przygotowania Polski do odparcia ataku i ewentualnego konfliktu zbrojnego jest niemal równy zeru.

I kolejne, dosłownie z minionych dni zachowanie niegodne piastowanego przez prezydenta Komorowskiego urzędu. Otóż, podczas wizyty w Kijowie, 8 kwietnia br. przemawiając w Parlamencie ukraińskim, mówił on o tym jak podczas ostatniej wojny „przelało się wiele polskiej i ukraińskiej krwi”. Ani słowa nie wspomniał o Wołyniu, o rzezi cywilnej ludności, bestialskm mordowaniu kobiet, dzieci i starców. Obecny prezydent nie mówi o rzeziach, o mordach lecz jedynie o „swarach i sporach” w tamtym czasie. Jest to tym bardziej kompromitujące, że niemal natychmiast po wyjściu prezydenta Komorowskiego, Parlament ukraiński przyjął ustawę, która uznaje członków UPA za bojowników o wolność oraz pod groźbą kary zakazuje krytyki tej zbrodniczej organizacji. Tak oto polski prezydent reprezentuje polskie sprawy na arenie międzynarodowej.

Prowadzona od lat przez obecnego prezydenta polityka bezustannego, celowego dzielenia Polaków jest kontynuowana. To przed tygodniem urzędujący prezydent w swoim spocie wyborczym ogłosił podział Polski na Polskę „racjonalną” i „radykalną”, opowiadając się za tą pierwszą. Może właśnie dlatego obecnie przed każdym ukazaniem się miłościwie nam panującego prezydenta mają miejsce protesty, wciąż przybierające na sile w miarę zbliżania się daty wyborów. Prezydent Komorowski stał się obiektem żartów, prześmiewań i kpin. Zasłużył sobie na to ze wszech miar, bo sam drwi z Polaków nawołując do narodowej zgody i jednocześnie dzieląc ich nowymi hasłami. Czy nie jest to szczyt hipokryzji?

Bez wątpienia urzędujący prezydent nie gwarantuje Polakom ani zgody ani bezpieczeństwa.

Swojego rywala w walce o fotel prezydencki, kandydata Prawa i Sprawiedliwości doktora Andrzeja Dudę, pan prezydent Bronisław Komorowski nazwał ostatnio „czeladnikiem”. Jak można nazwać w ten sposób nauczyciela akademickiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktora nauk prawnych, byłego wiceministra sprawiedliwości, ministra w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, posła na Sejm RP, a obecnie jednego z najbardziej aktywnych posłów do Parlamentu Europejskiego? Jak można nie wstydzić się wszystkich faktów podanych wyżej? Jak my możemy nie wstydzić się, że takiego prezydenta ma Rzeczpospolita Polska?

Wielu komentatorów życia politycznego w Polsce, omawiając zapaść jaką obecnie przeżywa kraj, twierdzi, że nadchodzące wybory prezydenckie i związana z nimi możliwość zmiany, jest ostatnią szansą dla Polski. Wiemy o tym i my, Polacy na emigracji. I wiemy na kogo powinniśmy zagłosować 10 maja.

Dlatego Panie Prezydencie Bronisławie Komorowski – Panu już dziękujemy.

Na szczęście dla Polski i Polaków mamy innego kandydata, którym jest dr. Andrzej Duda i który zebrał pod swoją kandydaturą kilkakrotnie więcej podpisów niż jeszcze urzędujący prezydent. Głównym hasłem Andrzeja Dudy jest:

„PRZYSZŁOŚĆ MA NA IMIĘ POLSKA”

Polska, w której nie wyprzedaje się majątku narodowego i polskiej ziemi, w której nie likwiduje się lekcji historii i wiekopomnych dzieł polskiej literatury z polskich szkół, w której nie zwalcza i nie wyśmiewa się postaw patriotycznych. Polska, z której wszyscy Polacy, w Kraju i na świecie wreszcie będą dumni.

Monika Wiench

Melbourne

 

 

 

 

 

Skomentuj

Musisz byćzalogowany, aby pisać komentarze.